czwartek, 27 czerwca 2013

Jak wytrzymać z gipsem?

Łatwo nie było...ale od początku

Przede wszystkim gips jest dosyć ciężki i do tego ciężaru na początku trudno się przyzwyczaić.
Zdecydowanie brakuje kolana i możliwości zgięcia nogi.
W związku z tym, że chodzimy o kulach brakuje również wolnej ręki.

Kiedy noga  gipsie pozostaje ułożona na płasko przez dłuższy czas lub gdy na przykład przebywamy długo w pozycji pionowej bywa, że noga puchnie. Jest to zapewne związane z utrudnionym procesem krążenia krwi.  

Absolutnie nie należy zapominać lub rezygnować z przyjmowania zastrzyków przeciwzakrzepowych! Nie jest to sprawa przyjemna ale po kilku próbach ich samodzielne wykonanie nie sprawia żadnych problemów, a trzeba pamiętać, że mogą one uchronić nawet przed śmiercią!!!

Pomaga uniesienie nogi i ułożenie jej np. na poduszce. Zauważyłam, że gdy spałam z nogą ułożoną na poduszce ("jaśku") rano nie była tak bardzo opuchnięta. Podobnie siedząc dobrze jest oprzeć nogę np. na stołku z poduszką.

Jeśli chodzi o pozycję wygodną do spania najprościej jest leżeć na plecach, chociaż ja osobiście nie lubię w ten sposób spać. Można oczywiście spać na boku tylko trzeba się przyzwyczaić. W moim przypadku np. śpiąc na lewym boku opierałam prawą zgiętą nogę na lewej w gipsie. Na boku prawym lewa noga pozostawała odchylona do tyłu. Kłopotliwe jest obracanie z boku na bok ale można usiąść i wtedy łatwiej zmienić stronę.

Co do dominującego powszechnie przekonania, że noga pod gipsem swędzi. Akurat w moim przypadku nie potwierdzam. Być może szczęściem w nieszczęściu była zima więc temperatura znośniejsza.

Jeśli chodzi o ubiór polecam spodnie dresowe, luźne i wygodne, które swobodnie można założyć na gips oraz luźne, za duże skarpety :)

Po dłuższym czasie w gipsie noga w niektórych miejscach może boleć od ucisku spowodowanego gipsem. Natomiast generalnie przestrzeni w gipsie po dłuższym czasie mamy więcej gdyż unieruchomiona noga nie pracuje, przez co mięśnie się osłabiają i noga trochę chudnie.

sobota, 2 marca 2013

Sztuka kąpieli :)

Rzecz podstawowa tradycyjnego gipsu zamoczyć nie można.

Z nogą w gipsie trudno korzystać z wanny, czy też brodzika samodzielnie. Istnieją specjalne osłony na gips chroniące przed zamoczeniem, ja osobiście z nich jednak nie korzystałam.

Nie stanowi problemu umycie włosów, gdyż można to swobodnie wykonać w pozycji stojącej (opierając się na 1 nodze) samemu, pochylając się nad wanną, brodzikiem. Do umycia reszty ciała znakomicie sprawdzi się spora miska. Dla mnie był to najwygodniejszy i najbezpieczniejszy sposób kąpieli samodzielnej. Choć oczywiście nie tak przyjemny jak pełna kąpiel pod prysznicem lub w wannie pełnej wody.


Gojenie szwów

Po operacji oczywiście rana została zaszyta. Żeby była możliwość obserwacji procesu jej gojenia, a także możliwość zdjęcia szwów lekarze wycinają w gipsie specjalne okienko :) Gips jest tak nacięty, że można ten fragment odchylić i odsłonić dojście do rany. Możliwa jest więc dezynfekcja rany i zmiana opatrunku.

Może się zdarzyć, tak jak w moim przypadku, że gips będzie zbyt ciasny. Noga będzie wtedy delikatnie drętwieć, palce mogą sinieć lub wyczuwalne są tzw. "mrówki". Na to też jest sposób. Gips można poluzować. Lekarz, jeśli uzna za konieczne może naciąć gips na całej długości i delikatnie go rozchylić, a następnie zagipsować poszerzony opatrunek nową warstwą gipsu.

Chodzenie o kulach

Tak więc przez następnych 6 tygodni miałam poruszać się o kulach, co wcale nie jest taką prostą sprawą.
Miałam do dyspozycji kule łokciowe, które wymagają większej siły rąk niż te pachowe.

Sam mechanizm przemieszczania nie jest zbyt skomplikowany i przypomina troszkę skoki kangura :)
Kolejność jest następująca:

  1. Najpierw przesuwamy do przodu 2 kule ustawiając je przed sobą obie w jednej linii
  2. Następnie wykonujemy podskok na zdrowej nodze (chora noga uniesiona) i przemieszczamy się w przód.
O czym warto pamiętać: powierzchnia, na której stawiamy kule powinna być sucha, szczególnie uważać trzeba na śliskich nawierzchniach bo kule tracą przyczepność np. kafelki, panele itp., a także na nawierzchni pochyłej. Nie powinno się również stawiać jednej kuli wyżej, a drugiej niżej.

Do chodzenia w taki sposób szybko na szczęście można się przyzwyczaić. Jedynym utrudnieniem na samym początku są jednak bolące dłonie.

Oczywiście o kulach można również pokonać schody. Jednak tutaj obowiązuje kilka zasad bezpieczeństwa.

Dobrze jeżeli może nas ktoś asekurować. Osoba taka powinna iść zawsze przed nami, przodem do nas.

WCHODZENIE
  1. Stajemy przodem do schodów, kule dosuwamy możliwie blisko do pierwszego stopnia
  2. Opierając się na kulach wskakujemy zdrową nogą na wyższy stopień (noga chora pozostaje w powietrzu odgięta w tył)
  3. Kule wędrują na następny stopień schodów itd.
SCHODZENIE

  1. Stajemy na krawędzi schodów, kule opuszczamy na niższy stopień
  2. Chorą nogę spuszczamy nad niższy stopień, utrzymując ją w powietrzu, uginamy lekko zdrową nogę w kolanie
  3. Zeskakujemy zdrową nogą na niższy stopień itd.
Zdecydowanie łatwiej schodzić, gdyż jak mawiała pani pielęgniarka: "W dół pomaga matka grawitacja, w górę przeszkadza ojciec ciężar"

W zapamiętaniu kolejności pomaga natomiast sformułowanie: "Zdrowa pierwsza do nieba, chora pierwsza do piekła"

Uważać trzeba również zmieniając kierunek poruszania, a więc w czasie obrotów. Nie wolno krzyżować kul ze sobą.

czwartek, 28 lutego 2013

A jednak konieczna operacja :(

Ze zdjęcia rtg wynikało, że nogę trzeba poskładać operacyjnie :( Na taką informację przygotowana nie byłam. A dalszym biegiem wypadków dosyć zaskoczona.

Akcja nabrała tempa, badania krwi, kroplówka i oczekiwanie na zabieg.
Ponieważ znieczulenie podpajęczynówkowe nie zadziałało konieczne było pełne uśpienie,
Wada - więcej możliwych skutków ubocznych, większe obciążenie dla organizmu.
Zaleta - nie pamiętam nic z przebiegu całej operacji począwszy od nałożenia maseczki z tlenem, aż do miłej pobudki po wszystkim :)

Operacja trwała ok. 2h, a kości połączono płytką i 4 śrubami mikrokorowymi. Efekt - 9 szwów i blizna na ok. 8 cm. Gips udowy na 6 tygodni.

Dokładny opis złamania to: "złamanie kostki bocznej podudzia lewego z tylnym zwichnięciem stopy i złamaniem krawędzi tylnej piszczeli."

Pierwszą dobę po operacji spędziłam na łóżku. Z wyraźnym przykazaniem aby nie wstawać w ogóle dopóki gips nie wyschnie i sączki nie zostaną zdjęte. Była więc królewska niedziela z jedzeniem i niestety łazienką w łóżku.

Fantastyczne było natomiast to, że od momentu zakończenia operacji nie bolało :)


Jak to się zaczęło?

Na początku były schody... A schody były oblodzone, a więc śliskie. Skoro śliskie to oczywiście łatwo było się poślizgnąć. A jak już się człowiek poślizgnął, dalej był upadek i jego dość bolesny skutek.

Skutek był taki, że nie było możliwe wstanie na nogi, żadnym sposobem. Dwie osoby wzięły mnie więc pod rękę i pomogły stać opierając się na zdrowej - prawej nodze. Na miejsce zdarzenia było oczywiście wzywane pogotowie ratunkowe, które przyjechało dość szybko bo po 10-15 min.

Pierwsze objawy złamania i skręcenia stawu skokowego to:
  • tępy ból w okolicach kostek,
  • uczucie drętwienia i puchnięcia stopy i łydki (ciężka noga),
  • niemożliwość wstania na chorej nodze.
Ponieważ noga puchła rozpięłam czym prędzej buta (kozaka) bojąc się, że później zdjęcie będzie niemożliwe. Efekt zaskoczenia biegiem wypadków i obawy o to co się stało powodował, że ból nie był na tyle silny żeby nie można było wytrzymać. Nie wiem czy ze strachu, czy z zimna przez kilka minut się trzęsłam.

Pierwszej pomocy udzielono mi w karetce. Dokładnie obejrzano nogę, uwolniono ją z ubrań i unieruchomiono za pomocą szyny owiniętej bandażem. Adrenalina działała na tyle, że nie były potrzebne środki przeciwbólowe w czasie transportu. Zapadła decyzja o przewiezieniu mnie do szpitala na oddział ortopedyczny chociaż wciąż miałam nadzieję, że noga złamana nie jest.

Transport do szpitala trwał może 0,5h a na swojej nodze miałam okazję wyczuć każdy najmniejszy wertep i dziurę w drodze. Procedura przyjęcia do szpitala standardowa, wywiad i skierowanie na pierwsze zdjęcia rtg.

Witam wszystkich połamanych i poskładanych :)

Jeżeli trafiłeś/trafiłaś na tego bloga to prawdopodobnie szukasz informacji o złamaniu lub zwichnięciu stawu skokowego. Skoro tak, to prawdopodobnie albo sam jesteś ofiarą podobnego urazu albo ktoś kogo znasz takiego doznał.

Ten blog nie jest blogiem specjalisty z zakresu ortopedii. Jest blogiem pacjenta, który swoje złamanie stawu skokowego przeżył i chce się podzielić odczuciami i spostrzeżeniami na poszczególnych etapach leczenia.
Na chwilę obecną noga co prawda się zrasta ale to nie koniec tej bolesnej przygody... Bo na początku trzeba wspomnieć, że złamanie stawu skokowego do przyjemnych i szybkich w leczeniu nie należy.

Celem bloga będzie również podkreślenie, że w procesie leczenia bardzo ważne jest nastawienie pacjenta.
Choć prawdę powiedziawszy moment, w którym moje złamanie mnie dopadło był chyba najgorszym z możliwych i plany na 3 miesiące wywrócił do góry nogami. Mimo wszystko dobry humor udało mi się zachować.

Ale po kolei :)